O zyciu i pracy w Irlandii.
Kategorie: Wszystkie | Stewardessa byc | W kuchni | Zwiedzamy Irlandie
RSS
środa, 14 października 2015

Jeszcze tylko dwa tygodnie...

Umowa, ciagle przedluzana, jednak sie konczy. Tyle psioczylam i zarzekalam sie, ze juz zaraz znajde sobie inna prace i odejde, a tu prosze, wytrzymalam do konca. Przez dwa tygodnie jeszcze powegetuje, a potem sie wyspie i zaczne dbac o siebie i o dom. 

A potem bede musiala znalezc nowa prace, bo na wygrana w totolotka jakos sie nie zanosi. Eh, zycie...

09:44, kachaduzba
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 maja 2015

Z salatkami mam tylko jeden problem - nigdy nie mam ich dosc! Uwielbiam salatki i jem na lancz prawie codziennie. A jesli moge - sama je przygotowuje. Oto, co udalo mi sie przygotowac wczoraj:

Salatka

Zestaw dwoch salatek, idealny na lancz! Jedna to salatka Waldorf, czyli klasyk, druga sciagnieta z restauracji - prosta, szybka i przyjemna. W restauracji nazywala sie po prostu salatka z burakow i pomidorow z feta.

Jesli chodzi o przepisy (zwlaszcza na saltki) jestem freestajlowcem - czyli znam skladniki, a proporcje dobieram wedlug wlasnego gustu.

Salatka Waldorf

seler naciowy
jablko
winogrona
orzechy wloskie
majonez (lub mieszanka majonezu z jogurtem naturalnym)
 
 
Salatka z burakow i pomidorow
 
ugotowany buraczek cwiklowy
pomidor
ser feta
koperek, natka pietruszki
(salatka jest wystarczajaco wilgotna, wiec nie potrzeba dodawac sosu)
 

13:02, kachaduzba , W kuchni
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 maja 2015

Od dziewieciu lat jezykiem angielskim posluguje sie na co dzien. W domu i w pracy.

Gramatyki znam tylko tyle, ile nauczylam sie w szkole. I znam ja tylko teoretycznie. Bo w nauce jezykow najlepsza jest praktyka. Anglojezyczni znaja mniej gramatyki niz nas ucza w szkolach a jezykiem wladaja biegle. I ja tez juz nie jestem w stanie teoretycznie zdecydowac, jakiego czasu powinno sie uzyc, po prostu wiem. Wiec mature z angielskiego pewnie bym oblala, chociaz jestem dwujezyczna.

Dopiero poslugujac sie jezykiem angielskim na co dzien zauwazylam, ze sa rzeczy, ktorych ucza nas w szkole ZLE. Kilka przykladow ponizej.

CARPET vs RUG

Carpet to wykladzina. A rug to po prostu dywan, niezaleznie od rozmiarow, a nie "maly dywanik". Jesli cos nie jest wykladzina (carpet) to jest dywanem (rug). Nawet jesli jest ogromny na prawie caly pokoj, to nie jest carpet, jesli nie jest wykladzina. Jest jeszcze chodnik - runner. Runner moze tez oznaczac bieznik - taki na stol, nie taki w oponie.

PUDDING

Budyn? Jaki budyn? W krajach anglojezycznych nie ma budyniu (chyba ze w polskim sklepie)! Najblizsza budyniowi jest wloska panna cotta. A jesli juz chcemy trzymac sie rzeczy typowo angielskich - custard. Chociaz jest mniej gesty i nie zawiera maki ziemniaczanej. A pudding to ciasto gotowane na parze w roznych smakach i z roznymi dodatkami. A bardziej ogolnie i baaardzo w stylu angielskim (UK) moze oznaczac deser lub popoludniowa przekaske - niekoniecznie slodka. Jesli siedzisz przy obiedzie i slyszysz "What are you having for your pudding?" zapewne pytaja, co zjesz na deser. Jesli w ciagu dnia mama/zona pyta "What do you want for your pudding?" to pewnie pyta co chcesz na podwieczorek. W Irlandii za to na deser mowi sie raczej dessert. I podwieczorku tez raczej nie ma. Black pudding to rodzaj kielbasy podobnej do naszej kaszanki. Jest tez white pudding, czyli ta sama kielbasa, tylko w kolorze bialym. Obie zazwyczaj spozywane jako czesc sniadania po angielsku lub irlandzku.

TEA

Nie wiem, czy tak ucza wszedzie, czy tylko ja tak slyszalam. Podobno w Anglii o piatej po poludniu wszyscy rzucaja wszystko i biegna pic herbate. NIEPRAWDA! Tea owszem, oznacza herbate, ktorej sie mozna napic. Ale oznacza tez popoludniowy posilek - podwieczorek lub obiad. I wcale nie oznacza, ze na podwieczorek wszyscy objadaja sie ciastkami popijanymi herbata. Bo na podwieczorek mozna tez zjesc maly posilek slony np kanapki. A tradycyjny English Tea to podwieczorek w arystokratycznym stylu. 

10:22, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2015

Pyszny, slodki, czekoladowo-orzechowy i - co najwazniejsze - prosty! Przepis mojej kuchennej bogini - Nigelly Lawson.

250g herbatnikow Digestive
75g masla
sloik Nutelli (400g)
500g zmielonego twarogu (najlepiej gotowego na serkini lub serka Philadelphia)
60g cukru pudru
100g posiekanych orzechow laskowych

 Spod:

Herbatniki mielimy w blenderze, dodajemy maslo i lyzke Nutelli i mieszamy dokladnie (ciagle w blenderze). Dodajemy 3 lyzki orzechow i znow mieszamy, az mikstura bedzie miala konsystencje mokrego piasku.
Piasek wysypujemy do okraglej blaszki (23cm) i ubijamy dokladnie, zeby stal sie jednolita masa - czyli robimy babke z herbatnikowego piasku. Wkladamy do lodowki coby schlodzic.

W miedzyczasie przygotowujemy mase serowa (najlatwiejsza pod sloncem):

Twarog ubijamy z cukrem pudrem, az stanie sie puszysty jak owieczka, dodajemy Nutella i ubiajmy az skaldniki sie dokaldnie polacza. Mase wykladamy na wczesniej przygotowany spod i posypujemy posiekanymi orzechami. Gotowe!

A teraz najtrudniejsza czesc - nie jemy sernika od razu! Najlepiej smakuje na nastepny dzien, a jeszcze lepiej nawet dzien po. 

Oto serniczki przygotowane przeze mnie. Zamiast blaszki uzylam malych sloiczkow i przygotowalam indywidualne porcje:

Sernik Nutella

 

Wpis bierze udzial w akcji:

fabryka sernika

10:21, kachaduzba , W kuchni
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 kwietnia 2015

A raczej "mleko". Zauwazylam w sklepie i od razu wpadl mi do glowy swietny pomysl - orzechowa kawa! Poniewaz zakupy robilam w pospiechu zlapalam mleko i dopiero w domu przeczytala sklad. A w skladzie - surprise, surprise - cukier! Nie jestem z tych, co uwazaja, ze cukier to biala smierc. Raczej z tych co to wzystko z umiarem. A cukru uzywac z umiarem jest niezmiernie ciezko, bo czai sie wszedzie - od "zdrowych" platkow sniadaniowych do gotowych dan i sosow. Kawy nie slodze, ale niech bedzie, w koncu sa swieta i mozna sobie pozwolic. 

"Mleko" jest jasno bezowe (no tak, orzechy) i mniamusne. 

Niestety zawiodlo mnie przy robieniu kawy. Nie zabiela kawy tak dobrze, jak mleko krowie (ale tu nie ma niespodzianki, bo "mleka" roslinne zazwyczaj tak maja) i mimo cukru nie radzi sobie z goryczka. Dodalam tyle samo, ile zazwyczaj dodaje mleka krowiego i zauwazylam bardzo mala roznice w smaku. Kawa byla po prostu kawa. Postanowilam wiec dodac wiecej mleka i zrobic sobie pyszne orzechowe cappucino. Uzylam spieniacza do mleka, ale niestety mleko sie nie pieni. Tyle tylko, ze sie podgrzalo - co wyszlo na dobre, bo przy takiej ilosci mleka kawa bylaby zimna. 

Za to do platkow sniadaniowych - super! Mniam mniam. No i do picia, jako ciekawostka. Tylko ten cukier...

Nie zazdroszcze osobom nietrawiacym laktozy. Takie "mleka" roslinne to fajna rzecz do sprobowania, ale na co dzien - wole mleko krowie.

09:56, kachaduzba , W kuchni
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2015

Bywaja takie dni.

Kiedy wychodze z pracy tylko na chwile i nie biore parasola a wtedy wlasnie zaczyna padac. Kiedy poswiecam cala przerwe na lunch na zakupy w ostatniej chwili a w sklepach nie ma niczego. Kiedy wracam umeczona i zgrzana do pracy i nie ma juz ani jednej kanapki. Jedyne co zostalo, to cieply makaron z goracym sosem pomidorowym. A ja wlasnie sie zagotowalam i marze raczej o lodach tudziez sushi. Kiedy ogolnie jestem zmeczona, rozdrazniona, nic nie wychodzi i wszystko jest do dupy.

W takie dni chcialabym sobie zbudowac namiot z kocy i schowac sie z nim razem z moim kotem i zapasem rozowego wina...

15:50, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 marca 2015

Ogolnie czasu nie lubie. Nie dlatego, ze mija, ale dlatego, ze jest tyranem. Jestem troche wolnym ptakiem i wole wykonywac czynnosci wtedy, kiedy mam na nie ochote, a nie kiedy zmusza mnie do tego zegarek. Czy bylo cos zlego w "gdy zapieje kur" albo "o zmierzchu"? Dlaczego wcisnelismy sie w ciasne ramy czasu?

Sa szczesliwcy, ktorzy pracuja sami na siebie lub maja flexi-time. Wiekszosc niestety musi byc w pracy o wyznaczonej godzinie. Dlatego wychodzimy z domu o wyznaczonej godzinie, wstajemy o wyznaczonej godzinie i idziemy spac o wyznaczonej godzinie. Do tego mozna sie jeszcze przyzwyczaic. Ale...

Dwa razy w roku ni z tego ni z owego przestawiamy zegarki. Zupelnie bez powodu fundujemy sobie jet lag. Mnie efekty tego jet lagu dotykaja bardzo. Bo jak mam te zmiane czasu wytlumaczyc mojemu organizmowi, ktory nie dziala wedlug zegarka, tylko wedlug pory dnia, polozenia slonca, pory roku?

Wiem, ze tobie sie wydaje, ze jest dopiero dziesiata, ale na zegarku jest juz jedenasta, wiec idz wreszcie spac! Rzeczywiscie, wczoraj o tej godzinie bylo juz jasno a dzis jest ciemno, ale to niewazne, wczoraj o tej porze byla piata a dzisiaj jest szostka i trzeba wstac. 

Przestawianie zegarkow to chyba najbardziej nienaturalna rzecz, jaka wymyslilismy!

A naukowcy bez przerwy krzycza o tym, ze za malo spimy. Ze sie permanentnie nie wysypiamy. Ze niewyspanie powoduje choroby serca, udar mozgu, otylosc i depresje. Dzieki, na pewno mi to pomoze spac spokojnie...

12:05, kachaduzba
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 marca 2015

Dzis dzien zonkila (wspomniany w poprzednim poscie).

Z samego rana w drodze do pracy zakupilam zonkilowa broszke. Pieniazki ida na dobry cel, a broszki sie nosi na znak wsparcia chorujacych na raka.

Dzis nie nosic zonkila to wstyd! 

09:44, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2015

Nareszcie przyszla wiosna! 

Ciemnosci egispskie ustapily, rano jest jasno, jak wracam do domu tez jest jasno. I na przystanek moge sie przespacerowac przez park, ktory w tych zimowych ciemnosciach egipskich o piatej byl juz zamkniety.

Na wiosne Irlandia zolci sie zonkilami. Zonkile rosna tu wszedzie - w parkach, ogrodach, przy drogach. Juz dziewiaty raz zachwycam sie ta rozzolcona wiosna i moj zachwyt nie mija! Uwielbiam te zonkile!

 

A w przyszly piatek Dzien Zonkila - oragizowany przez Irish Cancer Society, organizacja charytatywna wspomagajaca chorujacych na raka i ich rodziny. Za symboliczna sume bedzie mozna zakupic swieze zonkile lub zonkilowe broszki. Potem wszyscy chodza z tymi zonkilowymi broszkami przez co najmniej miesiac i jest zolto i wiosennie. Naprawde mila inicjatywa.

10:00, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »

Do poczytania i pekania z dumy:

http://www.poloniairlandia.pl/informacje-irlandia/irlandia-polacy-otrzymali-nagrode-na-paradzie-sw-patryka/

(Z jakiegos dziwnego powodu nie moge wstawic linka, wiec sobie trzeba skopiowac i wkleic)

09:35, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 marca 2015

Wczoraj zaliczylam chyba najbardziej leniwy dzien Sw. Patryka. Caly dzien nie robilismy nic. Nawet nie wyszlismy z domu. Zabalowalismy dzien wczesniej. I wczoraj za to placilam (starosc nie radosc). Mielismy za to najlepsze miejscowki do ogladania parady w Dublinie - przed telewizorem.

A w planach mialam zaliczenie lokalnej parady, coby sobie poogladac trzy traktory na krzyz i dzieci z lokalnej szkoly. Tak, tak wlasnie wygladaja lokalne parady na dzien Sw. Patryka. Ta w Dublinie, ktora zazwyczaj pokazuja w wiadomosciach jest owszem owszem. A te w malych miejscowosciach to zazwyczaj traktory i cokolwiek udalo sie przygotowac dzieciom z lokalnej szkoly. W okolicznej miejscowosci jest klub milosnikow zabytkowych samochodow i klub motocyklowy, wiec sa tez atrakcje dla milosnikow motoryzacji. Czasami sa tez atrakcje dla dzieci. I duzo reklamujacych sie okolicznych biznesow (raz byl nawet sklep z bielizna i rajstopami i jechal samochod z wystajacymi, machajacymi nogami ubranymi w rajstopy!) 

Na wielkiej paradzie w Dublinie bylam razy dwa. Razem z tlumami dzieciakow i turystow. Zeby zajac sobie miejsce w poblizu barierek i cokolwiek zobaczyc, trzeba sie wybrac kilka godzin przed i stac i czekac. A to nie dla mnie. Ale po paradzie nawet bylo niezle, fajna atmosferka. Ludzie nie mieszcza sie w pubach, wiec wiekszosc stoi przed popijajac Guinessa i jakos tak kazdy sie lubi i jest przyjaznie nastawiony.

 (Slynna wsrod turystow ulica Temple Bar wczoraj)

A dzis w miescie syf i malaria. Smieci, pobite szklo i rzygi. Niefajnie.

09:48, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2015

Niestety podupadlam troche na zdrowiu i musialam sobie zrobic przerwe. W pracy. Kilkutygodniowa. 

Bylo super! Odpoczelam. Wyspalam sie. Pozajmowalam sie troche domem, kotem i mezem (tyle, ile moglam). A przede wszystkim soba! Poczytalam sobie ksiazki. W koncu sie zabralam za decoupage, do ktorego sie zbieralam juz od dawna. 

I chociaz bywalo troche stresujaco, bo umowa mi wygasala z koncem marca, wszystko sie jakos ulozylo. Nie jakos, tylko dobrze! 

  • umowe mam przedluzona do konca wrzesnia (czyli duzo czasu na a)szukanie nowej pracy b) decyzje, ze moze jednak zostane tu, gdzie jestem, bo szykuje sie nastepny projekt a moj dzial zostal oficjalne nazwany dzialem projektow)
  • dostalam premie
  • poprosilam o skrocenie czasu pracy, wiec bede pracowac tylko 4 dni w tygodniu (uzgodnione, choc formalnie jezcze czekam na oficjalne potwierdzenie)
  • jedna z moich ulubionych kolezanek wrocila do mojego dzialu i bedzie mnie wspierac w mojej roli (ulubiona a) osobiscie b) zawodowo - jestesmy tak samo zorganizowane i tak samo lubimy wziac byka za rogi i sie z kazdym problemem zmierzyc, a nie go odkladac na pozniej lub zamiatac pod dywan)

Dzis drugi dzien po powrocie. Wszyscy mnie cieplo przywitali i jak na razie idzie niezle. Tylko na przyszlosc musze opracowac jakas strategie "nie daj sie", zeby sie znowu nie wypalic. I jakos sobie poradzic z moja obsesja na punkcie snu!

16:13, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zyje.

Ale co ta za zycie, moglabym powiedziec. Wiekszosc czasu spedzam w znienawidzonej pracy. Na sama mysl o pracy robi mi sie niedobrze. Rano czuje sie okropnie, niedziela moglaby nie istniec, bo i tak caly dzien mysle o tym, ze jutro trzeba do pracy. Nie mam czasu dla siebie, nie mam czasu dla domu, nie mam czasu dla meza ani dla kota. A ja lubie sie zajmowac domem, mezem i kotem.

ALE...

Nawet te zle (chwile) naleza do naszego zycia a jak nas juz nie bedzie to ich nie bedzie...

Przy odrobinie szczescia juz niedlugo bede sie smiala z tego, jak kiedys nienawidzilam pracy.

Kiedys mialam inne podejscie. Czy to, czym sie dzisiaj martwie bedzie sie liczyc za rok? Czy z uplywem czasu to bedzie wazne? Czy w ogole bede pamietac? 

Bedzie dobrze. Jest dobrze. Moze na razie sie mecze, ale zyje. Zyje sobie to moje zycie i wcale go nie szanuje. A przeciez nie wszystko w nim jest okropne. 

Dzieki za ten komentarz!

10:08, kachaduzba
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów