|
środa, 07 grudnia 2011
Niecierpliwosc jakas mnie dopadla. Niech juz to moje zycie sie zacznie w koncu! Czuje sie jak zombi - chodze, jem, pracuje, ale niezyje. Nie zyje. Pobudka - szosta rano, praca - 11 godzin, dom, jedzenie, spac, nocna bezsennosc, pobudka - szosta rano, zmeczenie, praca - 11 godzin, dom, jedzenie, spac, nocna bezsennosc, pobudka szosta rano, zmeczenie, wkurwienie, praca... Do kawy sypie rodzynki zamiast cukru. Przychodza ludzie do przychodni, powoli ich poznaje, poznaje ich zycie. Zachodza w ciaze, rodza, ronia, zmieniaja nazwiska, wychodza za maz, kupuja domy, ubezpieczaja sie, robia prawo jazdy, zmieniaja adresy, choruja, zdrowieja, przychodza sami, przychodza parami. Zycie jakos sie toczy. A moje chyba stanelo w miejscu. Czas ucieka, zapierdala jak oszalaly, dopiero lato, juz zima - a ja nic. Dzien swistaka. Zeby chociaz. Zebym chociaz mogla powtarzac jeden dzien tyle razy, ile trzeba zeby wszystko bylo jak ma byc, jak powinno. Hibernuje, czekajac na lepsze. Lepsza prace, czas dla siebie, wlasny dom, ten glupi pierscionek na palcu. Carpe diem. Memento mori. Czas na zmiany?
środa, 16 listopada 2011
Zesz kurwa mac, co za dzien! Budzik zadzwonil dzis w najmniej odpowiednim momencie, czyli wtedy jak ja sobie smacznie spalam glebokim snem i snilam o jakichs dziwnych pierdolach. Ledwo sie obudzilam. I teraz chodze caly dzien i probuje nie zasnac, co jest dosyc trudne, zwlaszcza, ze nudno tu jak niewiemco. Siedze przy komputerku i powieki mi opadaja i glowka leci. I tak bym z checia ta glowke oparl na czyms miekkim i poddala sie i zasnela. A tu, kurwa, jeszcze prawie siedem godzin musze siedziec i z tym snem niedospanym sie meczyc! Trzy kawy nie pomogly. Glowa mnie boli i w ogole jest mi zle! A wczoraj tak milo bylo na rozmowie kwalifikacyjnej do linii lotniczych! Nie tanich tym razem, drogich, czarterowych. Zupelnie inny swiat, inni ludzie. Z takimi ludzmi chcialabym pracowac! I w takich liniach. No, i oczywiscie takie pieniazki zarabiac. Oh, oh, oh... Z trzydziestu osob do drugei czesci doszlo tylko 8 no i ja - na szczescie - bylam jedna z nich! A teraz siedze i przemyslam. Ze nie tak, ze nie to trzeba bylo powiedziec, ze o tym zapomnialam, ze zle, ze powinnam byla inaczej, spalilam, zmarnowalam szanse, nic z tego nie bedzie. Zmeczona bylam na konic, to fakt, dlugi dzien i wymagajacy, wiec pewnie to mialo wplyw, ale przeciez nie bylo tak zle. W ogole zle nie bylo, chyba. Ale nie moge uspokoic tych glupich mysli, nie moge wylaczyc mozgu, napierdala jak oszalaly! Niech juz sie odezwa, niech zadzwonia, niech bedzie, ze tak! Z telefonem pod reka siedze, maile sprawdzam co 5 minut. A przeciez nawet jesli nie, to beda inne szanse, inne linie, inne miejsca. Moze nie to mi jest pisane, moze co innego bedzie dla mnie lepsze. Cierpliwosci mi brakuje. Cierpliwosci! Gdybym chociaz jakas prace ciekawa miala, moze nie mialabym czasu przemyslac. No i kolo sie zamyka. Nowej pracy szukam, innej, ciekawej, lepszej. Presja, desperacja, wszystko nie tak, wszystko zle, bo wiem, ze musze, ze jak nie to zle bedzie. Zwariuje normalnie! Czy nie moze czas jakos przyspieszyc?
czwartek, 20 października 2011
Jeszcze tylko 49 minut i bede miala wszystko w dupie! Przez cale 11 dni! Kurwa, jeszcze sie komus zachcialo zadzwonic! Juz nie moge zniesc tych telefonow. Grrrrrrrrrrrrrrrrr!!! 47 minut... No kurwa sory, ale w tym jebanym swiecie nie da sie nie przeklinac! Kazdy mysli, ze jest jedynym kurwa czlowiekiem na ziemi. Ze jak dochtor nie oddzwania przez pol godziny, to trzeba, kurwa zadzwonic jeszcze raz, bo pewnie zapomnial. Tak, bo ty kurwa jestes jedyny i tylko ciebie dochtor ma na glowie! A zapomnial sobie bo gupi jest. A ja jeszcze glupsza (w koncu blonynka), wiec pewnie w oigole nie wiem, co sie na tym swiecie dzieje. Kurwa, kurwa, kurwa! Ja naprawde potrzebuje wakacji. Jak to dobrze, ze dzisiaj juz ostatni dzien, a potem 11 dni wolnego! A potem tylko trzy do pracy i znowu trzy wolne! Ja pierdole, kurwa! (tak na wszelki wypadek).
środa, 19 października 2011
Nie, kurwa, to jeszcze nie wszystko. Czy ludzie naprawde, kurwa nie potrafia czytac? Czy kurwa, jak wypelniasz wazny dokument to kurwa po prostu pierdolniesz tu podpis i tam podpis i kurwa, niech bedzie? Nie, chyba postepujesz zgodnie z instrukcjami na formularzu, nie? Czy ja, kurwa w innym swiecie zyje? Jak lekarz ma podpisac, ze byl swiadkiem podpisu na wniosku do wizy, to chyba musi byc swiadkiem, do kurwy nedzy, nie? Napisane jest kurwa jak byk - podpisac w obecnosci swiadka. Nie, ja ci nie postawie pieczatki i juz, bo to jest kurwa wazny dokument i ja za te pieczatke odpowiadam. Poza tym wizy i tak nie dostaniesz, bo spiedolilas wniosek! I co, moze ludzi sluchaja? Chuj tam, sluchaja. Bedzie tu kurwa stac i zrzedzic, a ja mam tego wysluchiwac i tlumaczyc pietnasty raz. No wkurwic sie mozna naprawde. No kurwa mac. Co za kurwa glupi tydzien i co za kurwa glupi ludzie tu przychodza. Chyba zwariuje i zaczne wypierdalac na zbity pysk. Stane sie suka z okienka, ktora na wszystkich fuka, bo przeszkadzaja jej w piciu kawy. Juz wiem skad sie takie panie biora. Maja po prostu dosyc pierdolenia sie z idiotami, wiec z gory przyjmuja postawe gotowa do ataku pt: z idiotami nie rozmawiam, bo nie warto, spierdalaj, daj mi wypic kawe. Ile kurwa razy moge pokazywac palcem kubek z dlugopisami, ktory stoi tuz przed pacjenta nosem? Tu jest formularz do wypelnienia, a tuz obok sa jebane dlugopisy! Tuz przed twoim jebanym nosem, wiec rozejrzyj sie troche i nie rob z siebie idioty! Esu... Kubek chyba podpierdole Losiowi, na ktorym na napisane "sprobuje byc milsza jesli ty sprobujesz byc madrzejszy. Kurwa mac. Czy nie wkurwiaja was czasem ludzie? Mnie caly czas! Zwlaszcza, kurwa, dzisiaj! Dochtor sobie poszedl w chuja, nie ma go przez 3 godziny w czasie lanczu, czyli jak jest akurat, kurwa, najbardziej busy. I ja bym mogla sobie wtedy poleniuchowac - odpoczac znaczy, bo zmeczona jestem po chorobie, zestersowana. To nie, ni chuja! Ja mam tu siedziec i wciskac ludzi na wizyty wieczorem. A to, ze bede znowu w pracy siedziec pierdolona godzine dluzej, to jego jebie! W dupie mam, kurwa, odbije sobie przy wyplacie. Bo dzieki Bogu ja sobie sama pilnuje godzin. I chuj! A ludzie glupi sa tacy, ze nawet nie wiem do czego ich porownac, bo mi kurwa szkoda zwierzat obrazac. No ja pierdole! Sie wkurwilam dzisiaj, bo siedze sama i nic sie nie dzieje, wiec wlaczylam sekretarke i poszlam do kuchni sobie robic lanczyk. To kurwa, jeden telefon za drugim! I wiem dokladnie, ze to ta sama osoba, bo to sie zdarza. Dzwoni, kurwa raz za razem, upierdliwy ham, ale na sekretarke sie nie nagra, zebym mogla oddzwonic. Tylko pozniej dzwoni obrazony, ze kurwa wczesniej nikt nie odbieral. Sekretarka odbierela, pocaluj mnie w dupe gupi moronie! Albo gluche kurwa telefony sobie urzadzaja. Jak sie chuju pomylisz numer, to przynajmniej sie kurwa odezwij i przepros! Ja tu kurwa siedze, nie wiem w co rece wlozyc bo tyle mam do roboty, zapierdalam jak dziki osil, a ktos sobie kurwa gluchy telefon urzadza. I ten dzwonek domofonu, kurwa, ten dzwonek! Tak mi poziom stresu podnosi, ze kurwa czasami moglabym zabic kazdego, kto go dotyka! Co za debil zainstalowal taki dzwiek? Niech sobie kurwa budzik taki nastawi, zobaczymy czy mu sie spodoba. I tu tez sie objawia idoctwo ludzi. Przyjdzie taka pierdola i dzwoni na kurwa upartego. A przeciez napisane jest kurwa wyraznie i drukowanymi literami, ze "PROSZE DZWONIC RAZ I CZEKAC". Co ja, kurwa, jestem pies pilnujacy, ze mam warowac przy tym jebanym dzwonku i otwierac drzwi tym jebanym idiotom natychmiast i w tym momencie? Jak nie mozesz poczekac kilku sekund to spierdlalaj. I zawsze, kurwa, czego chca. Zawsze cos, kurwa nie tak. A to list, a to zwolnienie. A to dlaczego ma kurwa placic za lekarza, a to kurwa jeszcze cos. Nigdy mnie nie zostawia w swietym spokoju, zebym mogla zrobic co mam do zrobienia. Ja pierdole! No, kurwa, az mi sie lepiej zrobilo. A teraz pierdole wszystko i ide jesc kanapke.
poniedziałek, 10 października 2011
No zaje-kurwa-biscie! Takiej wsypy to chyba jeszcze nie bylo! A tak w ogole, to dlaczego tak jest, ze kurwa innym uchodza plazem najwieksze przekrety, a ja raz jedyny w zyciu na cos machne reka i, kurwa, zawsze sie wyda! Zawsze sie tak wszystko popierdoli, ze mam przechlapane. A przeciez tylko sobie troszke pomoglam, tylko nie sprawdzilam dokladnie, bo nie mialam czasu, bo z pewnymi rzeczami nie nadazam z powodu lenistwa czyjegos. Ze zniechecenia swojego pewnie troche tez. Wiem dokladnie, ze nikt inny nie sprawdza, wszyscy leja na to. Wiec jak to sie moglo zdarzyc, ze ja jak zawsze sprawdzam, tak raz jedyny olalam, i akurat sie sprawy popierdolily, wiec wpadlam! Kurwa, kurwa, kurwa! Nie dosc, ze nie znosze tu siedziec i robi sie coraz gorzej, to jeszcze takie wsypy! Kurwa, no!
wtorek, 04 października 2011
Kurna, kurna, kurna! Mac! No nie moge no! Po pierwsze i najwazniejsze, musze chyba ludzi uswiadomic - przed wizyta u lekarza nie jedz cebuli! W ogole przed wyjsciem w miejsce publiczne nie powinno sie jesc cebuli, ale jeszcze nie spotkalam sie z tyloma cebulo-zracymi ludzmi! Po prostu umieram czasem, a przeciez siedze za okienkiem! Jedna taka piec minut temu juz wyszla, a mnie dalej kreci w nosie! Niedobrze mi, mam mdlosci i chyba zaraz zemdleje. Nie wiem, ile cebuli trzeba zjesc, zeby wydzielac taki zapach! Mialam ochte sobie jeszcze ponarzekac, ale nie mam sily. Tak mnie powalil ten cebulowy oddech. FUJ!
poniedziałek, 03 października 2011
Do dupy z takim dniem. Wiadomo, poniedzialek. W ciagu weekendu wszyscy sie pochorowali i nagle potrzebuje lekarza. Niektorzy sie stesknili strasznie i koniecznie musza z nim porozmawiac, chocby telefonicznie. A ja nie mam czasu nawet napic sie kawy! Irolkowy Misio sie chyba obrazil, bo rano jechalam do pracy autobusem zamiast z nim samochodem. Coz ja na to poradze, jak on nie moze sie z lozka zwlec na czas? On ma flexi-time, moze sobie do pracy pojsc nawet na 9:30. Ja musze otworzyc klinike, powlaczac komputery i wszystko przygotowac - na czas. Ostatnio do pracy pedzilam jak dziki osiol, dobiegalam spozniona, spocona, z rozwianym wlosem i makijazem splywajacym z twarzy. I musialam wszystkich przepraszac. Dziekuje za taki interes. Kawy nawet nie mialam czasu sobie zrobic z rana. Do wodopoju nie mialam czasu pojsc, a spragniona po tym biegu bylam. Wiec dzisiaj rano stwierdzilam, ze biegne na autobus, bo z nim to sie nie wyrobie. No i sie Irolek nie odzywa. Zwykle jestesmy w stalym kontakcie mailowym. A dzisiaj nic. Chyba ze zajety w pracy jest bardzo. Nie wiem juz sama. Pewnie jak zwykle ja sie odezwe pierwsza. Bo ja juz taka jestem durna, ze nie potrafie sie obrazac ani duma unosic. Meczy mnie po prostu to, wole wyjasnic albo nawet wykrzyczec. Na milczenie zycie jest za krotkie.
poniedziałek, 26 września 2011
Dawno juz nie narzekalam. Chyba zrobilam sie cierpliwa. Praca nie jest przeciez ani bardziej interesujaca, ani lepiej platna. A moze juz sie przyzwyczailam do takiego stanu rzeczy. No coz, na razie:
czwartek, 11 sierpnia 2011
Fajnie bylo na urlopie. Pospalam sobie, ponicnierobilam, porobilam to, na co nigdy nie mam czasu. Zwolnilam, nacieszylam sie czasem i wolnoscia. A teraz za to place! Na recepcji burdel, Sodoma i Gomora i stosy papierow! Nic nie zrobione, wszystko porozpierdzielane po katach! A przeciez na zastepstwo przyszla glowna recepcjonistka, ta zatrudniona tu na stale! Moze ma w dupie, bo przeciez w koncu ma byc na macierzynskim. Moze ma w dupie, bo przeciez to ja mam w tej chwili pelnic obowiazki glownej recepcjonistki, wiec jakby co, to cala robote mozna zwalic na mnie. Ja tez bym chciala miec w dupie! Zostawic ten caly burdel jej na weekend, niech sobie robi z tym co chce! Ale ja, kurna, nie moge! Drazni mnie burdel. Wkurza mnie to, ze nic nie jest na swoim miejscu, pomiedzy papierami walaja sie znaczki pocztowe, a w szufladzie biurowymi pierdolami typu spinacze, zszywacze i tasmy leza jakies wazne dokumenty. Nie moge zniesc widoku sterty papierow i nieskonczonej roboty! Zle mi z tym. Ulge zaczynam odczuwac dopiero dzisiaj, bo w koncu dokopalam sie do dna papierowego chaosu. W koncu jakos pozbieralam te wszystki walajace sie pierdoly i schowalam tam, gdzie ich miejsce. Ale zapierdol mam niezly, bo nie dosc, ze musze nadrobic zaleglosci, to jeszcze busy jest niesamowiecie. Nagle wszyscy potrzebuja lekarza albo zwolnienia, albo papieru, albo dodatkowych testow. No i urlop poszedl sie jebac. Juz jestem tak samo zmeczona jak przed a przeciez wrocilam dopiero we wtorek... Dzien swira normalnie. Albo i nienormalnie.
poniedziałek, 25 lipca 2011
No kurna, poniedzialek jak nic! Wszystko sie jebie, wywala i wylewa. Pogoda sie wziela i zjebala - a przeciez jeszcze wczoraj byl upal! (Oczywiscie ubralam sie dzis odpowiednio do wczorajszej pogody - czyli w cieniutka kiecke.) Jest szaro, buro i ponuro. Z Irolkowym Misiem sie poklocilam mailowo, a poniewaz obydwoje jestesmy w pracy, nie wiem, czy klotnia jest juz zakonczona, czy w drodze z pracy dalej bedzie foch. W portfelu mam ostatnie dziesiec jurkow a wyplata dopiero za jakies czy dni albo i pozniej. I wcale sie nia nie ciesze, bo jest tak kiepska, ze po zaplaceniu rachunkow prawie nic z niej nie zostanie. A przeciez wyjaz do Polski na wesele w przyszlym tym miesiacu! W pracy jak zwykle nudy i nic sie nie dzieje. szare komorki powoli wymieraja. Zreszta moze nawet dobrze, ze sie nie dzieje, bo jak tylko telefon zaczyna dzwonic (zawsze w najmniej odpowiednim momencie akurat) to mnie wkurwia. Ludzie tez mnie wkurwiaja, i lepiej, zeby nie przychodzili. Szukanie nowej pracy jakos mi tak srednio idzie. Niby wysylam cv, ale nic sie nie dzieje. A przeciez "na papierze" wyglam tak ladnie. Przemeczona jestem i niedozywiona. Nie mam czasu spac. Nie mam ani czasu ani pieniedzy na porzadne jedzenie, wiec wpylam byle co. Nie pamietam, kiedy ostatnio zjadlam jakiegos owoca. Paznokcie mi sie lamia i ogolnie jakas taka slabiutka sie czuje.
Na szczescie jeszcze tylko ten tydzien, a potem urlop! I bede robic nic! Nigdzie nie wyjezdzam, nie mam zadnych planow. Pobede sobie po prostu, wyspie sie i najem i codziennie bede sobie gotowac pyszne i zdrowe obiadki. I zupki koniecznie, bo uwielbiam! I zrobie sobie domowe lazienkowe spa! I to nie raz. (Juz wiem, zrobie sobie kilka sesji tematycznych - np czekoladowa, super posh luksusowa - z tymi bardzo drogimi kosmetykami, ktorych probki regularnie podpierdalam z pracy). Niby ten urlop tak troche byl mi wcisniety na sile (bo jak chcialam w lipcu to mi odwolali, a poniewaz urlop MUSZE wziac, to mi wcisneli teraz), ale bardzo sie ciesze, ze bede miala w koncu czas dla siebie i dla domku. I odpoczne sobie w koncu od telefonow, od ludzi, od tlokow i od miasta. Juz sie nie moge doczekac! Takie cos moglo sie przydarzyc tylko w poniedzialek! Po cudownej drzemce w samochodzie mojego Irolkowego Misia zaraz po przyjsciu do pracy rzucilam sie do kuchni po kawe. Inaczej bym sie nie dobudzila juz do konca dnia. Zasiadlam z kawusia przy biureczku i bylo mki dobrze. Niestety, musialam po cos siegnac na najwyzsza polke. Cos spadlo, potracilo cos innego, co spadlo prosto na kubek z kawusia, kubkiem zatelepalo a kawusia sie rozbryzgnela po calym pokoju - doslownie. I taka niedobudzona, bez kawy musialam caly pokoj wycierac. Te poniedzialki to cos jednak maja w sobie... |
Zakładki:
Ulubione
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||